Jak zdrowo żyć i nie zwariować: Trochę o odchudzaniu i o tym dlaczego głodówka jest fatalnym rozwiązaniem...

środa, 21 stycznia 2015

Trochę o odchudzaniu i o tym dlaczego głodówka jest fatalnym rozwiązaniem...

Dzisiaj chciałabym napisać trochę o racjonalnym odchudzaniu i przekonać osoby, które uważają, że najprostszą i najszybszą drogą do szczupłej sylwetki jest niejedzenie, że jest to tak naprawdę bardzo zły pomysł.




Zaraz po nowym roku zauważyłam, że na siłowni na którą chodzę nagle zrobiło się bardzo tłoczno; wiadomo -postanowienia noworoczne ;) Niestety z każdym dniem ten tłok był coraz mniejszy. Dzisiaj mija trzeci tydzień A.D 2015 i sytuacja w zasadzie wróciła do normy, a na siłowni widać raczej stałych bywalców.

I pewnie ten fakt nie byłby warty osobnego wpisu, bo przecież ta sytuacja powtarza się co rok. Zaczęło mnie jednak zastanawiać co jest przyczyną tego, że zdecydowana większość "noworocznych" nie wytrzymuje w swoim postanowieniu nawet miesiąca.

Moje osobiste zdanie na ten temat jest takie, że jeśli chcesz coś zmienić w swoim życiu (np schudnąć), czekanie z tym do 31 grudnia jest trochę bez sensu ;) Dlatego nigdy nie robię postanowień noworocznych, a jeśli chcę coś zmienić to zaczynam od "już".

Niestety w szatni byłam mimowolnym świadkiem rozmowy dwóch dziewczyn, które prawdopodobnie postanowiły zacząć odchudzanie od nowego roku i wzajemnie wspierać się w tym postanowieniu chodząc razem na siłownię.
Konkluzją tej rozmowy było to, że dziewczyny stwierdziły, że po ponad dwóch tygodniach ćwiczeń nie widzą żadnych efektów i że raczej spróbują diety 1000 kalorii, a jeśli to nie pomoże, to pozostaje głodówka aż do osiągnięcia upragnionej wagi.

Teraz wypadałoby napisać coś o nożu otwierającym się w kieszeni, głupocie, bezmyślności itd. Ale nie mam zamiaru tego robić z jednego prostego powodu: zanim zaczęłam interesować się zdrowym żywieniem, sama wierzyłam w rzeczy, o których teraz wiem, że w najlepszym wypadku są szkodliwą głupotą. O innych zasadach dotyczących żywienia nawet nie miałam pojęcia - dopiero teraz są dla mnie, jak rzekłby klasyk- oczywistą oczywistością.

Głodówka może być co najwyżej sposobem na oczyszczenie organizmu (stosowana krótkotrwale!), ale nigdy sposobem na zrzucenie zbędnych kilogramów. Dlaczego?

Po pierwsze, głodzenie się spowalnia metabolizm (więcej na ten temat pisałam tutaj), a spowolniony metabolizm w żadnym wypadku nie pomoże nam w schudnięciu - wręcz przeciwnie - organizm na początku "zjada" mięśnie, nie tłuszcz jak się powszechnie uważa.

Co więcej, jeśli głodzimy się, lub jemy nieregularnie, w dużych odstępach czasu nasz organizm najprościej rzecz ujmując "wariuje". To, że ty wiesz, że kolejny posiłek zjesz za 7 godzin, nie oznacza, że twój organizm też to wie. A skoro tego nie wie to przełącza się w "tryb awaryjny" i zaczyna ... magazynować tłuszcz, który będzie mógł spalać gdy czarna godzina nadejdzie. Ale jak już wiemy, zanim zabierze się za tłuszcz, najpierw zje mięśnie.

Konkluzja? Głodówka i nieregularne posiłki na dłuższą metę nie spowodują utraty wagi, tylko utratę masy mięśniowej i wyniszczenie organizmu.

A teraz o tym dlaczego dziewczyny, które podsłuchałam w szatni nie powinny rezygnować po dwóch tygodniach.
Po pierwsze, ale to tylko moje osobiste przemyślenia z serii "Ach, ta dzisiejsza młodzież...", ludzie stali się strasznie niecierpliwi i chcieliby efekty widzieć od razu. Niestety, nie ma lekko ;) Nie wiem, czy ktoś wierzy w reklamy w internecie z cyklu "Ona zastosowała się do tej jednej dziwnej zasady i schudła 14kg w ciągu jednej nocy", albo "Dietetycy załamani! Przez tą cudowną metodę stracą pracę", ale jeśli tak, to czas najwyższy przestać się łudzić ;)



To sobie ponarzekałam, a teraz do rzeczy ;) To, że sport to zdrowie, wie każdy. To, że uprawianie sportu bardzo pomaga schudnąć też nie jest raczej żadną wiedzą dla wtajemniczonych.
Jednak nie każdy wie dlaczego tak się dzieję, a moim zdaniem zrozumienie tego jest ważnym elementem motywacji, który może niektórych uchroni od zaprzestania treningów i rozpoczęcia głodówki.

W dużym skrócie: uprawiając aktywność fizyczną budujemy masę mięśniową (tylko nie wyobrażajmy sobie, że zaraz będziemy miały tak muskularne ciało, że wstyd się pokazać na mieście - do tego bardzo daleka droga). I to jest klucz do dalszego chudnięcia, ponieważ to właśnie mięśnie poprzez kurczenie się i rozkurczanie spalają tłuszcz!
Ale uwaga! Mięśnie ważą ok 2 razy tyle co tłuszcz, dlatego może się okazać, że mimo tego, że zdrowo się odżywiamy i regularnie trenujemy, nasza waga pokazuje coraz więcej kilogramów zamiast na odwrót.
Dlatego w tym przypadku lepszym sposobem mierzenia efektów jest właśnie... mierzenie ;) A dokładniej regularne mierzenie obwodu talii, bioder, ud i czego tylko chcemy ;)

To chyba mniej więcej wszystko co chciałam dzisiaj przekazać, a na zachętę od siebie mogę dodać, że aktywność fizyczna uzależnia :) Dlatego nawet jeśli początkowo będziesz się zmuszać do uprawiania sportu, po jakimś czasie może okazać się, że nagle nie możesz bez niego żyć :) Dlatego grunt to wybrać dyscyplinę, która będzie sprawiać ci najwięcej przyjemności. Bo wiadomo, że nie ma to jak łączyć przyjemne z pożytecznym...

P.S Na koniec jeśli powyższe was nie przekonało, to wspomnę jeszcze o skutkach głodówki ;) :
- wypadanie włosów
- pogorszenie stanu cery
- łamliwość paznokci
- odwodnienie organizmu
- zaburzenie przemiany materii
- zaburzenia pracy nerek
- rozdrażnienie
- senność
- przewlekłe zmęczenie

To tyle ;)













2 komentarze:

  1. Cześć:)
    1000 kcal to jest masakra jak to mówi mój tata liść sałaty
    Jak sobie człowiek przeliczy to na prawdę wyżyć się nie da sam znam pare dziewczyn które uważają 1000kcal za najlepsza na świecie dietę od razu po dukanie .....Może i schudły ale co z tego jak teraz chodzą po lekarzach i wyglądają jakby śmierć miała po nie przyjść lada dzień. Ja jestem osobiście na diecie lekko strawnej waga mi się utrzymuję wiadomo +/- kg ale jestem zadowolona. I uwielbiam to jak się ludzie dziwią ,ze jedna Pani schudła na diecie 30 kg a ja na tej samej nie mogę. Ehhh przecież każdy jest inny ma inne zapotrzebowanie kaloryczne ...Ale takich ludzi czasem nie da się przegadać oni wiedza lepiej i tylee i to jest smutne.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak dla mnie 1000kcl to jest wystarczająco.
    Na co dzień od zawsze nie jem więcej niż 1500-nie dlatego,że robię tak specjalnie tylko zwyczajnie tak mam.
    Więc jeśli się chcę odchudzić-bo np. miałam jakiś przypływ obżarstwa i przytyłam a do tego ma już 40 lat i metabolizm nieco zwolniony to 1000kcl nie jest głodówką ale zwyczajnym zmniejszeniem ilości jedzenia.
    Zgadzam się, że aby schudnąć trzeba jeść ale ważne co jeść a czego nie jeść.
    Zauważyła dawno, że jeśli jem za mało nie chudnę waga stoi-organizm walczy u bron i się.
    Więc cała sztuka w tym, żeby jeść nie tyle mnie ale mniej kalorycznie.
    Ja jem sporo ale wywalam wszelkie słodycze, tłuszcze zbyteczne, dbam o to, żeby nie być godnym i wtedy waga spada ładnie.

    OdpowiedzUsuń

Instagram
Durszlak.pl